Wiadomości

Zamknij

Przewodniczący Rady: Autorytet czy tylko „wykonawca” woli burmistrza?

. 06:10, 22.03.2026 Aktualizacja: 11:42, 22.03.2026
Skomentuj Przewodniczący Rady: Autorytet czy tylko „wykonawca” woli burmistrza?

Kiedy mówimy o przewodniczącym rady – gminy, miasta czy powiatu – zwykle widzimy osobę za stołem prezydialnym, która prowadzi sesje i udziela głosu. Jednak za tą fasadą kryje się funkcja znacznie bardziej podatna na nadużycia, niż mogłoby się wydawać. W wielu miejscach narodził się niebezpieczny model: przewodniczący przestał być bezpiecznikiem demokracji, a stał się strażnikiem nowego układu.

::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}

Wyrok NSA: Przewodniczący to nie „Władca”

Warto zacząć od twardych faktów prawnych, o których lokalni włodarze chętnie zapominają. Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 14 lipca 2023 r. (III OSK 1743/22) stwierdził jednoznacznie: przewodniczący rady nie jest organem władzy.

Zadaniem przewodniczącego jest wyłącznie organizowanie pracy rady oraz prowadzenie jej obrad. NSA podkreślił, że funkcja ta ma charakter usługowy wobec samej rady. To czynności materialno-techniczne. Przewodniczący ma usprawniać pracę radnych, a nie zarządzać gminą czy wydawać polecenia. Dlaczego więc w rzeczywistości tak często staje się on po prostu „prawą ręką” burmistrza?

Metamorfoza: Lew, który stał się barankiem

Najbardziej uderzającym zjawiskiem w naszych samorządach jest przemiana „bezwzględnego tropiciela afer” w „potulnego wykonawcę”. Często obserwujemy radnego opozycyjnego, który budował swoją popularność na krzyku o korupcji politycznej i wytykaniu błędów poprzednikom.

Jednak z chwilą objęcia funkcji przewodniczącego, jego „lwi pazur” znika. Zamiast pilnować niezależności rady, staje się pasem transmisyjnym woli burmistrza. W takim układzie to ogon zaczyna machać psem: rada, zamiast kontrolować organ wykonawczy, potulnie czeka na kolejne środki na swoje imprezy i lokalne inwestycje, tracąc swój ustawowy sens.

Nowy układ: Słabi amatorzy i gigantyczne ego

Najbardziej bolesne dla mieszkańców jest odkrycie, że ci, którzy mieli „rozbić układ”, tworzą własny – tylko jeszcze szczelniejszy i bardziej bezczelny. Poprzednicy rozdawali pieniądze, ale obecna ekipa robi to samo, tyle że znacznie nieudolniej i nierzadko bezczelniej.

Obserwujemy darmową naukę zarządzania na koszt podatnika. Ludzie odpowiedzialni za budżet wykazują się bolesną słabością merytoryczną, którą próbują przykryć gigantycznym ego. Każda załatana dziura w jezdni urasta do rangi sukcesu cywilizacyjnego na miejskim Facebooku, podczas gdy prawdziwe problemy są zamiatane pod dywan. Co gorsza, dawne afery nagle „przestały istnieć”, zwłaszcza gdy ich współtwórcy znajdują zatrudnienie u nowej władzy.

Układ zamknięty: Gdy nieomylne „Państwo” się obraża

W tym nowym świecie władzy nie można zwrócić uwagi. Pojawia się syndrom „Państwa”, które uważa się za nieomylne. Każda próba merytorycznej krytyki spotyka się z osobistą urazą włodarzy.

Kiedy mieszkańcy zadają trudne pytania, układ staje się zamknięty: burmistrz wraz z duetem przewodniczący-wiceprzewodniczący stosują tę samą metodę – osoby wytykające hipokryzję zostają okrzyknięte „wariatami” lub „pieniaczami”. To cyniczny proces robienia z mieszkańców idiotów i sugerowanie, że ich spostrzeżenia są objawem złej woli wobec „ciężko pracującej” władzy.

Rządzący stają się memem

Tragedia polega na tym, że lokalni liderzy stają się obiektem kpin, tylko sami tego nie widzą. Są tak aroganccy i szczelnie otoczeni klakierami, że stracili zdolność trzeźwej oceny sytuacji. Gdy mózgi przestają pracować pod wpływem nieustannego potakiwania otoczenia, znika ostatni hamulec przed śmiesznością.

„Syndrom boga” i sesje o świcie

Szczytem upadku powagi urzędu jest tzw. syndrom boga. Przewodniczący, czując bezkarność wynikającą z układu, demonstruje czystą pychę. Deklaracje w stylu: „Jak będę chciał, to zwołam sesję nawet o szóstej rano”, to otwarta pogarda dla mieszkańców i radnych chcących rzetelnie pracować. To przemoc proceduralna, mająca na celu ukrycie własnej słabości pod płaszczem arogancji.

Podsumowanie: Gdzie podziała się służba?

Rada gminy, która powinna być organem stanowiącym i kontrolnym, w wielu miejscach stała się karykaturą. Radni handlują poparciem za obietnice drobnych inwestycji, a ich odwaga kończy się na wrzuceniu zdjęcia z kolejnego festynu.

Jeśli w Twojej gminie jedyny kontakt z radnym masz przez jego „wyreżyserowany” profil na Facebooku, a na sesjach ucisza się mieszkańców, wiedz jedno: to nie wina przepisów. To wina ludzi, którzy zamienili odwagę na wygodne fotele. Walka z systemem okazała się jedynie castingiem do roli jego nowego zarządcy. Okazało się, że „nowi” potrafią być gorsi – bo do braku kompetencji dołożyli nieudolne łamanie prawa i arogancję skrytą za „lajkami”.

 

::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}

TEKST POWSTAŁ PRZY WSPÓŁPRACY Z: Urzędniczo-Samorządowe Pogaduchy

(.)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu ndz24.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

0%